Happy End(?) dla polskiego owczarka niemieckiego

Moja przygoda z psami zaczęła się w 1988 roku. Z łezką w oku wspominam jaki materiał psychiczny przychodził wtedy na szkolenie. Zawsze na kursach było najwięcej owczarków niemieckich, gdyż od początków swojego istnienia jest to najpopularniejsza rasa wśród posiadaczy psów. Z ogromnym żalem stwierdzam, że dzisiejszy owczarek niemiecki nawet w 10% nie przypomina dawnych przedstawicieli tej rasy.
Dwanaście lat temu owczarki były pewne siebie, wesołe, nieustępliwe i rodziły się z wiedzą do czego posiadają zęby. Podczas szkolenia obrończego pozorant musiał wówczas uważać, by pies go nie ugryzł gdzie indziej niż w rękę. Faza tak zwanego rozgryzania psów ograniczała się dosłownie do kilku zajęć, ponieważ psy te miały wrodzoną agresję (jednocześnie będąc bardzo zrównoważonymi osobnikami). Wszystkie one posiadały wrodzoną chęć współpracy z człowiekiem, nie zrażały się jakimiś niepowodzeniami przewodnika podczas szkolenia, co najwyżej patrzyły na niego nie rozumiejąc o co chodzi. Bardzo łatwo i przyjemnie pracowało się z takimi psami, które były inteligentne, twarde i chętne do współpracy. 

90 procent dzisiejszych owczarków niemieckich to bardzo piękne zwierzęta o pięknym kątowaniu, o pięknym kolorze sierści i proporcjonalnej budowie ciała. Niestety, najczęściej są to znerwicowane, lękliwe, miękkie jak gąbka osobniki, które już nie szukają kontaktu z właścicielem. Jeśli trafia się jakiś wyjątek, który przypomina dawne owczarki to najczęściej jest to pies bez rodowodu. Jeśli ma już ten rodowód to niestety okazuje się, że na wystawach uzyskuje zbyt niskie oceny by mógł być reproduktorem. 

Nie stało się tak z dnia na dzień. 
Wielu hodowców przez wiele lat starało się byśmy mieli takiego, a nie innego owczarka niemieckiego. Wieloletnia hodowla owczarków niemieckich w kojcach, w których siedziało po dwadzieścia i więcej psów, zakupy tanich reproduktorów z zagranicy, rozmnażanie owczarka niemieckiego, gdzie głównym kryterium była uroda, bo przecież nabywca nie kupi brzydkiego psa. Te wszystkie czynniki spowodowały takie spustoszenia w psiej psychice. Żadna rasa nie wytrzyma w zdrowiu psychicznym masowej hodowli w klatkach, gdzie psy człowieka widzą tylko w porze karmienia, sprzątania klatek. Z klatek wyjmowane są na miesiąc przed wystawą, by przygotować je kondycyjnie do biegania po ringu. Nikt nigdy w takich hodowlach się z tymi psami nie bawił ani też ich nie, większość tych psów bało się ludzi, którzy przy nich pracowali. Ponieważ większość pogłowia w takich hodowlach to suki, więc skoro one się bały, swoje lęki przenosiły na szczenięta, które z nimi siedziały w klatkach. Szczeniętami nikt również nie zajmował się, poza karmieniem ich. Czasem zdarzało się, że część szczeniąt nie sprzedawała się tak szybko jak życzył sobie tego hodowca, w związku z powyższym siedziały one np. do piątego miesiąca w klatce, bez kontaktu z ludźmi i światem. Nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć, że to wszystko ma ogromnie negatywny wpływ na normalny rozwój psychiczny u psa. 

Problem degradacji psychicznej owczarka niemieckiego nie jest oczywiście tylko problemem polskim, dotknął on większość europejskich krajów, ale tylko my tak bardzo zdegradowaliśmy psychicznie owczarka niemieckiego. Niemcy, Czesi czy Słowacy już kilka lat temu zmienili przepisy hodowlane tak by możliwym było poprawianie psychiki. Nie bez wpływu na hodowców był też rynek zbytu, coraz mniej ludzi kupowało piękne psy, które w ogródku robiły za ozdobę. Wynika to również z dużych tradycji szkolenia w innych krajach. Źle się pracuje z psem o bardzo delikatnej psychice, przed którym trzeba niemal klękać, fikać koziołki by zwrócić na siebie uwagę. 

By być do końca sprawiedliwym, muszę napisać, że i u nas w ciągu ostatnich 2 lat nasz Związek Kynologiczny razem z Klubem Owczarka Niemieckiego wprowadził wiele zmian, które mają na celu poprawienie użytkowości naszego owczarka niemieckiego. Obecnie psy i suki muszą mieć szkolenie minimum IPO 1 , by uzyskać uprawnienia hodowlane. Od roku 2000 na egzaminach i testach będą mogli pozorować tylko licencjonowani pozoranci, co na pewno pomoże w selekcji. 

Wszystkich moich znajomych namawiam by nie kupowali swojego psa w dużych hodowlach, by sprawdzali w rodowodach czy rodzice, dziadkowie mają wpisane egzaminy ze szkoleń. Każdy pies dla swojego właściciela jest najpiękniejszy na świecie, więc nie ma chyba większego znaczenia czy na wystawie psów rasowych zajmie on lokatę pierwszą czy dziesiątą. Natomiast życie z psem znerwicowanym jest uciążliwe. Myślę, że gdyby większość nabywców kierowała się walorami użytkowymi przy zakupie psa to nasi hodowcy musieliby w inny sposób prowadzić swoje hodowle, a co za tym idzie owczarki niemieckie nie byłyby tak zniszczone.

Autor: Jarosław Wójcik

Komentarze