II Wojna Światowa: Człowiek z SV uratował rasę

Dwadzieścia lat po zakończeniu Pierwszej Wojny Światowej hitlerowscy generałowie rozpoczęli kolejną wojnę. I co najgorsze - bezmyślne wyniszczenie zarówno narodów jak i zwierząt.
Prawie bez znaczenia wydają się, w porównaniu z prawie 40 milionami zabitych ludzi na całym świecie, skutki jakie odczuła ta rasa. Są one jednak częścią historii SV, który dwukrotnie w ciągu 100 lat musiał brać udział w wojnie. 

Z konieczności, tak jak wielu innych w 1939 także "zdolni do służby wojskowej" członkowie chcąc nie chcąc musieli wypełnić swój obowiązek. Pozostali tylko nieliczni starcy. 
Biurokracja Wehrmachtu na początku wojny dopiero się rozwijała; plan mobilizacji przewidywał, że wszystkie dostępne owczarki powinny zostać rozdzielone pomiędzy dowodców jako psy gończe, sanitarne, do wykrywania gazu, obronne i wartownicze. I tak rozpoczęła się przymusowa rekrutacja psów użytkowych. 

Poprzez wybór "na chybił trafił" bardzo szybko wycofano z hodowli psy o najlepszym eksterierze i charakterze. Centralny urząd tresury psów wojennych (die Zentrale Abrichtungstelle für Kriegshunde) mógł przyjąć jednocześnie 2000 psów. 
W sumie zostalo tam przygotowanych do walki na froncie równo 200 tysięcy zwierząt, w tym oczywiście szczególnie dużo owczarków niemieckich. W przeciwieństwie do służby podczas I Wojny Światowej równało się to także powrotowi do barbarzyństwa: psy musiały znowu walczyć i ofiarowywać się jako żywe bomby. 

Specjalnie wytresowane psy używano do zwalczania partyzantki w głębi kraju. 
"Hans - nasz czarny owczarek niemiecki nie znał tchnienia strachu i skoczył na wytropionego uciekiniera, pomimo że ten strzelał do niego i próbował powstrzymać go ciosami kolby. Komu skoczyl do gardła, ten był stracony, jeżeli w mgnieniu oka nie zamieral w bezruchu." 
Tak opisuje to pełen podziwu jeden z tych, którzy przy tym byli i nie mieli nic przeciwko zmienianiu tego posłusznego aczkolwiek ostrego psa użytkowego w morderczą broń. 
Ale takie zdarzenia były na porządku dziennym nie tylko w hitlwerowskiej armii. Równie mocno obawiano się zwierząt, które służyły w Armii Czerwonej; Juz przed wybuchem wojny było ich około 50 tysięcy. W tym owczarki niemieckie, które sprowadzono do Związku Radzieckiego z Niemiec na mocy paktu Hitler-Stalin. Miały one spełniać podobne funkcje jak delfiny, które jeszcze przed paroma laty były tresowane w przez US-Navy, amerykańską marynarkę wojenną. 
W "Berliner Lokalanzeiger" korespondent wojenny Fritz Lucke relacjonował w listopadzie 1941r: "Na pole walki wybiegły na przeciw pojazdom liczne owczarki niemieckie. Kilka metrów przed nimi zawróciły, pobiegły, machając ogonami, spowrotem i przybiegły znowu. Na grzbietach dzwigały, zwracające uwagę, skrzynki" Niektore psy zostały zastrzelone. Przy sprawdzaniu ich zwłok okazało się, ze skrzynki zawierały materiał wybuchowy. Określenie "minowy pies" (Minenhund) z I Wojny Światowej nabrało wtedy, jako "żywa mina", nowego, makabrycznego znaczenia. 
Z martwymi psami liczono się w każdej armii. Gdy niemieckiej armii zostały zagrożone dostawy owczarków, wykorzystal Hans Gerke, członek SV i dowódca zaopatrzenia w oddziale wymiany psów Magdeburg (Nachschubstaffelleiter bei der Hundeersatzstaffel Magdeburg). Nieustannie wykazywał on, zgodnie ze swoim zadaniem, troskę o kontynuacje hodowli i potrzebę zastępowania na wszystkich frontach zabitych zwierząt. 

Psy po Körungu mogły pozostać u swoich właściceli. 
Po długim paśmie poleceń rozważania Gerke'ego dotarły do OHK. Tam też zapadła decyzja, dzięki której prawdopodobnie zawdzięczamy uratowanie hodowli owczarków niemieckich w Niemczech; psy po Körungu miały odtąd pozostać u swoich hodowców i wlaścicieli - i miały być zwolnione ze służby wojskowej. W ten sposób zachowano baze hodowlaną niezbędną dla dalszego istnienia tej rasy po zakończeniu wojny. 
Członkowie SV, jak Hans Gerke czy też Fritz Schaeller, którzy podczas wojny mimo wszystkich ograniczeń prowadzili dalej Oddział Główny z Działem Ksiąg Rodowodowych i Körungu (Hauptgeschäftstelle mit Zuchtbuch- und Köramt), dowiedli swojego oddania dla rasy i dalekowzroczności. I dlatego SV chce im dzisiaj za to podziękować. Podobnie jak tysiące żołnierzy wszystkich armii dziękowali owczarkom niemieckim - za ich przyjaźń, niezawodność i wierność w tym, jakże dla nich bardzo złym czasie.

Tłumaczenie: Małgorzata Peron

Źródło: (artykuł pochodzi z jubileuszowego wydania "SV-Zeitung", rozdział:Der II. Weltkrieg: Ein Mann des SV rettet die Rasse)

Komentarze