Psy 200x300

SZCZENIAK W DOMU - BLOG ZOFII MRZEWIŃSKIEJ

17 listopada 2004, godzina 14:39

Wrocilysmy na slady - tym razem krotkie, techniczne, godzinne. Jednak ta godzina, choc wypelniona treningiem bardzo szybkim, nie wyhamowala Raszki tak jak sie spodziewalam - pierwszy odcinek, prawda, ze z przypadkowym swiezszym sladem zwodniczym, byl przeleciany, nie przepracowany, dopiero dwa nastepne - w miare w porzadku, przy przedmiotach warowanie jeszcze z checia wziecia w zeby.

Raszka robi sie szalona pracoholiczka - jest coraz bardziej zaciekla w pracy, nie do zmeczenia. I robi sie tez coraz  twardsza. Spacery podmiejskie wyrabiaja nie tylko kondycje - takze oduczam reagowania na zapach zwierzyny. W bardzo wygodny dla mnie sposob - jade razem z polujaca goldenka. Gdy goldenka wyraznie pokazuje, ze bazant jest tuz, tuz, ze to zapach zwierzyny lownej - Raszka natychmiast jest odwolywana, waruje lub aportuje przedmioty o zapachu czlowieka,a kazde zainteresowanie zapachem zwierzyny jest przerywane.

Na spacerze podprowadzam Raszke do znajomych parokrotnie z poleceniem - siad, przywitaj, bo jednak miewa te belgijska ochote w podskoku liznac komus twarz, bo roznosi ja energia, mimo trzygodzinnych biegan w urozmaiconym terenie - w polaczeniu z praca nieustanna. No i domu obowiazuje zakaz szczekania, gdy ktos idzie po klatce schodowej - wolno szczekac tylko wtedy, gdy ktos stuka do naszych drzwi.

Mozna juz rownoczesnie rzucac aporty Raszce i jej przyjaciolkce Lucky, Lucky jasne biegnie za swoim, a Raszka nauczyla sie, ze tez  ma przynosic tylko to, co zostalo rzucone dla niej.

Jesli dostanie polecenia przyniesienia aportu Lucky - wtedy wolno jej przyniesc cudzy aport, zrozumiala to bardzo ladnie.  Rodzaj aportu nie ma znaczenia, pasja i wytrwalosc jest - jedziemy jutro kupic drewniany koziolek i popracujemy nad regulaminowym aportem. Chodzenie przy nodze poprawilo sie wyraznie, ale pierwsze chwile, gdy widzi któregos z serdecznie zaprzyjaznionych psow sa jeszcze trudne do spokojnego wytrzymania.. No nic, duzo pracy przed nami, leje deszcz, nie chce mi sie chodzic ulicami miasta, ale trzeba, trzeba.. Nauka kaganca zdecydowanie posuwa sie naprzód - biore kaganiec na spacer i zakladam pare razy bez zadnej potrzeby, Raszka idzie przy nodze, siad, kaganiec zdjety, nagroda w dziob , a za chwile nagroda jest podana przez prety zalozonego kaganca. 

Dyskusja

- 2004-11-18 14:14:22
Tak jak to opisywal Bogdan w Nowoczesnym szkoleniu psow tropiacych - uczylam radosnego warowania przy przedmiocie niezaleznie od sladu. Jesli chce pogdryzc - daje jej haslo korygujace, nie karcace , haslo ktore dla niej znaczy - skup sie, zrob to inaczej. Demonstracje jak dziala takie haslo masz na filmiku w temacie Rasz-ka-ngurka (pokaz swojego psa - filmik wklejony przez Maryche).
A poza tym Raszke juz tak nakrecilam na prace, ze nie mam pojecia, czym oprocz ciezkiego bolu fizycznego moglabym ja zniechecic do tropienia, ona o to prosi, domaga sie pracy.
- 2004-11-18 14:36:09
Bardzo dziekuje za odpowiedz, filmiki ogladalam, ale jakos nie przyszlo mi do glowy uzyc takiego hasla na sladzie. Ja z ciezkim sumieniem i, jak nietrudno sie domyslic, z marnym efektem, uzywalam hasla "zle" lub "nie". Teraz juz wiem, co mam mowic, zeby psu nie mieszac w lepetynie.
- 2004-11-18 14:54:00
Oczywiscie - znaczenia kazdego hasla trzeba nauczyc najpierw - nie na sladzie, w sytuacjach latwiejszych.