Psy 200x300

SZCZENIAK W DOMU - BLOG ZOFII MRZEWIŃSKIEJ

10 stycznia 2005, godzina 09:38

Niewiele brakowalo, aby blog zakonczyl sie raptownie.

Potrzebowalam opinii weta, takiej, jakiej moge calkowicie zawierzyc, udalam sie do Rzeszowa, autem przyjaciol, bo moje cos stawalo okoniem. Przed gabinetem zapielam smycz w aucie, wysiadlam  ujmujac smycz i jak zawsze - powiedzialam "spadaj". Wysiadalysmy od strony jezdni. I smycz zostala mi w rece, a Raszka wyfrunela luzem, znudzona trasa. Albo zle zapielam karabinek, albo odskoczyl - i na domiar zlego zamiast spokojnie powiedziec "do mnie", albo "siad" wrzasnelam spanikowana, co Raszke zdezorientowalo. Na szczescie w bocznej uliczce nie jechal zaden samochod, a ja po chwili normalnie przywolalam suke i zapielam smycz, choc rece mi sie trzesly.

Za chwile mala przyjemnosc  - uliczka szly dzieci ze szkoly i spytaly (naprawde spytaly!!!) czy moga poglaskac psa. Jasne ze mogly, ile chciec.

U wetki przydalo sie haslo "brzuszek", na ktore Raszka wywalila sie lapami do gory pozwalajac na dokladne ogledziny. A potem warowala, mimo znudzenia podroza, co jakis czas oferujac wetce serdecznosci.

Nastepnego dnia byloby sie nam  ...upieklo, na szczescie - nie upieklo sie. Moja wspaniala autosugestia, czyli fiat 126 p mial nieszczelne  przewody paliwowe, cos tam zardzewialo przy zbiorniku i jechalysmy sobie, a za nami kapala benzyna, Czyli moglysmy sie upiec! Moge uznac, ze limit powaznych ostrzezen wyczerpalysmy na ten rok. Przysieglam, ze przed daniem hasla na wysiadanie z auta co najmniej dwa razy sprawdze, czy karabinek dobrze jest zapiety. 

A poniewaz autko w naprawie - wiecej cwiczylysmy wsrod mego blokowiska i na ulicach - to naprawde doskonale robi psu i przechodniom, co najmniej dwa razy padla jakas mila uwaga! I ku mojej radosci - haslo "sliczne, malenkie" znosi Raszkowe chetki, by pofruwac razem z golebiami czy gawronami. Bardzo uwazam by zawsze chwalic najmniejszy krok w dobrym kierunku -np Raszka wpatruje sie hipnotycznie w gawrona, ja mowie - "wiem, sliczne malenkie". "Wiem" - to slowo, ktorym informuje Raszke, ze akceptuje to co ona pokazuje, i  pojdziemy dalej nie zajmujac sie tym czyms. "Sliczne malenkie" - to moje haslo na kazdego ptaka, do ktorego podprowadzam Raszke nakazujac po chwili zatrzymanie sie na stoj czy siad.  Raszka oglada sie na mnie oczekujac co dalej - - "dobrze, do mnie, super". I chwila zabawy gryzakiem natychmiast. Znacznie czesciej niz wobec Kolibra i Luski nagradzam zwracanie uwagi na mnie - to jest po prostu potrzebne mojemu radosnie roztrzepanemu zwierzatku. Luska, Koliber i Raszka - tak rozne od siebie, postaram sie nastepnym razem opisac, jak rozne sa reakcje tak samo wychowywanych przeciez psow na te same bodzce. 

Dyskusja

- 2005-01-10 15:53:13
Ja na karabinczyk bardzo uwazam, bo juz nie raz sie przekonalam, ze to urzadzenie moze zrobic niespodzianke. Szczegolnie po spacerze na plazy - piasek powoduje, ze karabinczyk sam sie nie zamyka, trzeba dociagac palcem, teraz juz wiem i zawsze sprawdzam czy jest zapiety (nawet jesli nie bylismy na plazy).
- 2005-01-10 16:07:25
po jakimś czasie, szczególnie jak zamoknie karabińczyk potrafi zawieść...ja od dawna go już nie mam-przewlekam smycz przez ogniwo, do którego ten był przytwierdzony...
Uff, Zosia nie spłonęła-witaj wśród żywych;-)