Psy 200x300

SZCZENIAK W DOMU - BLOG ZOFII MRZEWIŃSKIEJ

16 stycznia 2005, godzina 10:02

|Na bezsennosc  podobno spacery pomagaja, wybralysmy sie z Raszka na spacer w srodku nocy. Ale chyba wczoraj byl dzien na imprezowanie w Krakowie. Na ulicach wcale nie bylo pusto. Gdy mijalam przystanek na Kijowskiej, trzech mlodzianow i dziewcze, mijajacych wiate przystankowa z drugiej strony, postanowilo sprawdzic kopniakami jej wytrzymalosc. Na szczescie to nie bylo szklo, ale jakies tworzywo sztuczne, wytrzymalo. tyle ze mnie odechcialo sie spaceru. Wprawdzie Raszka nie przestraszyla sie, nie zaszczekala, szla spokojnie dalej, ktos kopie w przystanek, to niech kopie jak glupi, ale gdyby zaczela szczekac  - jak amen w pacierzu agresja mlodzianow zwrocilaby sie przeciwko nam. 

Raszka dorasta - na nowe zjawiska reaguje z ciekawoscia, bez niepokoju, ciekawosc jest jej cecha dominujaca. Wobec ludzi mijanych na ulicy nie okazuje juz wylewnych szczeniecych uczuc, pelna obojetnosc, jakby mijala powietrze. Czasem tylko nos sie wydluzy w strone jakiejs siatki, oczywiscie - na haslo "przywitaj" rozmerdoli sie natychmiast, pozwoli sie glaskac - takze gdy cala dumna niesie koziolek w pysku.

Ze do rana jeszcze troche czasu - pora na wspominki.

Luska ON-ka byla psem - samograjem. Uczyla sie az za latwo, niczego nie zapominala, praca byla jej pasja. Chlodna uczuciowo pracowala dla samej pracy - nie lubila czulosci, chyba ze od dzieci, malo wylewna, spokojna, zrownowazona, opiekuncza wobec wszystkiego co mniejsze. Rownie dobrze pamietala czego ja nie akceptuje, jakie zachowania sa zakazane, jak i wszelkie zachowania akceptowane. Nie zdarzalo jej sie przestrzelic sladu, zapomniec raz nauczonego zachowania. Po prostu miala w sobie wszelkie najlepsze cechy suki-owczarki, bez zadnych zlych. Zadnych demolek w domu, idealne maniery wszedzie, bardzo wielka dama. Spokojnie oceniajaca kazda sytuacje, spokojnie dopasowujaca sie.

Po Lusce przyszedl Koliber - zywiolowy, impulsywny, szalony malinois. Wbrew pozorom nie byl to pies niebezpieczny - prog hamowania mial rownie niski jak prog pobudzenia, wiec  w razie jakiegokolwiek konfliktu wystarczalo mu, ze przeciwnik urojony czy prawdziwy zaniechal oporu. I tak gdy znajoma trenerka niechcacy, lecz bolesnie nadeptala mu na ogon - pies skoczyl  z rykiem i wyszczerzonymi zebami, ale starczylo jego imie wypowiedziane miekko, przepraszajacym tonem, aby  uspokoil sie w tym samym ulamku sekundy. Zawsze przecenial swoje sily - 6-miesieczny beztrosko postanowil pokazac kto rzadzi doroslemu dogowi i dalmatynczykowi (wszystkie psy biegaly luzem, w dystansie od wlascicieli) i podbiegl w imponujacej postawie. Oba dorosle psy zignorowaly szczeniaka, wiec Koliber podniosl noge i ...po kolei oba olal... Koliber zyl emocjami, najdalszy od rozsadku, potrafil bardzo silnie, tak jak na milosci i nienawisci, koncentrowac sie na pracy. Raz rozbudzona pasja aportowania ulatwiala mi wszelkie spacery - gdy Koliber pracowal ze mna, byl calkowicie obojetny na otoczenie, nic nie odwracalo jego uwagi.

Raszka, mila, serdeczna, przyjazna, jest  - tez wbrew pozorom - wcale nielatwym psem do szkolenia. Ma w sobie bardzo duzo "wlasnego zdania na kazdy temat", duzo niezaleznosci. Znajomi twierdza, ze wymagam od niej zbyt wiele, ze na wieksza koncentracje uwagi przyjdzie czas. Na razie glownym motorem jej zycia jest ciekawosc. Dobrze reaguje na hasla optyczne, kiepsko zapamietuje glosowe. Niczym dzikie zwierzatko dzieli zachowania na przydatne i nieprzydatne - przydatne jest wszystko, co moze sluzyc polowaniu, a wiec weszenie, szukanie, podazanie sladem -  inne mniej wazne. 

Gdybym w jakiejs sytuacji krzyknela z gniewem -  Luska zapamietalaby, aby unikac czynnosci lub sytuacji jakie wywolaly moj gniew. Koliber zareagowalby agresja na to co najblizej pyska,  lub skoczeniem mi w objecia, a Raszka "zerwaniem stosunkow dyplomatycznych", odmowa reagowania na jakiekolwiek haslo, wyczekaniem w dystansie dopoki nie zwroce sie do niej normalnym tonem.  Ale ani sytuacja, ani czynnosc, na ktora ja reagowalabym gniewem, nie zostalaby zapamietana jako niekorzystna dla niej.

Jak to dobrze, ze psy nie sa takie same... 

   

Dyskusja

- 2005-01-16 10:19:26
Poprawilam bledy literowe i wpis zmienil godzine,,, pisalam o czwartej rano, oczywiscie z literowkami.
Owszem, porownuje zachowania moich psow, tyle ze staram sie nie wartosciowac na lepsze-gorsze (czasem to nie jest latwe). Ale to ja musze znalezc sposob takiego zachowania, aby moje zwierzaki byly w stanie mnie zrozumiec.
- 2005-01-16 10:32:53
"staram sie nie wartosciowac na lepsze-gorsze (czasem to nie jest latwe)"
no prosze - jak sie ma pierwszego psa to sie nie ma takich problemow :-)
niestety bagazu doswiadczen tez nie :-(
ale ta roznosc psow jest fantastyczna, nawet w obrebie rasy. Jak wazne jest dopasowanie rasy do siebie a nawet konkretnego osobnika...
Jak smieszne jest wybieranie psa "bo ładny"
- 2005-01-17 08:27:56
Ja nie umiem nie porównywać psów do siebie. Cały czas to robie, cały czas oceniam i cały czas jest mi za mało. Najchętniej wyjełabym z każdego z nich to co mi najbardziej pasuje i zrobiła z tego jednego idealnego psa - niestety to niemożliwe :-(
- 2005-01-17 22:37:35
ja sie łapie na tym ze mysle co by było gdybym miała "nowa mała mitre", jak bym z nia pracowała co wiem ze robiłąm nie tak i czego chciałabym uniknac. Nie wiem czy to dobrze bo tak jakbym przekreslaął ze nie moge naprawic zepsutych rzeczy w mitrze. Inne psy które zawsze u nas były - były kundelkami. Rany jakież one były rozbestwine. Ale mysle o nich tak jak Zofia szukją z reguły tych dobrych cech. Ciesze sie ze mitra jest zupełnie inna. - mam nadzieje ze kolejny pies który na pewno kiedys bedzie - bedzie zupełnie inny. I przezyje kolejna cudowną nową przygode z ogoniastym przypacielem :-)