Psy 200x300

SZCZENIAK W DOMU - BLOG ZOFII MRZEWIŃSKIEJ

23 stycznia 2005, godzina 18:33

Dzis Raszka zaliczyla swoje trzy pierwsze ofiary, a ja rozbilam nos.

Wlasciwie wyjasnienia powinny byc w dziale o pracy wechowej, ale sympatycy Raszki zagladaja tu, niech bedzie tu.

Na placu treningowym towarzyszyl nam rano groenek Hegel, lubimy razem pracowac. Po dobrej  godzinie pracy, biegania, aportowania, odwolywania psow od siebie, podkusilo mnie licho do eksperymentu - wszak wiecie, ze Raszka jest moim eksperymentalnym psem, probuje na niej roznych technik i pomyslow szkoleniowych - takich, ktore nie sa przykre dla niej oczywiscie.

No to pani od Hegla robila cos ze swoim psem, a ja poprosilam pana Heglowego o schowanie sie za drzewem, dalam mu do reki bringsel (pleciony skorzany rzemyk), z prosba by bez slowa podal go, jesli Raszka podbiegnie do niego. Wskazalam Raszce kierunek reka (bylysmy o kilkanascie metrow najwyzej) z haslem czlowiek. Raszka pognala zaciekawiona,. bo widziala odchodzacego. Za chwile z bringselem wrocila do mnie, odebralam, haslo prowadz, pokazany kierunek, obie pobieglysmy do Heglowego pana, poniewaz Raszka dobiegla pierwsza, uslyszala waruj, zawarowala, dobieglam ja i odbawialam przy pierwszej "ofierze" suczke najulubiensza zabawka.

Za chwile pan Heglowy byl ofiara po raz drugi - tym razem Raszka nie widziala ze schowal sie za malym budynkiem, pokierowana pobiegla, ciag dalszy bez zmian.

Minelo pare chwil, idziemy za ciosem. Trzecia ofiara to byla pani Hegla, schowana za samochodem tak ze Raszka nie widziala jej odejscia, z odleglosci polowy boiska puscilam Raszke pod wiatr, nieco wkazujac kierunki. Raszka zapach zlapala moze z 30 metrow, dobre i to na poczatek, pogazowala cala happy, ciag dalszy bez mian..

Trzy ofiary zostaly "odnalezione", zasygnalizowane, i  doprowadzenie bylo. Takie to proste?

O nie, posylanie na kierunek umozliwily wielokrotne aporty kierunkowe, kierowanie na przeszkode reka. Wziecie od obcej osoby aportu - to efekt pracy przy socjalizacji, pozwalania, by obcy ludzie rzucali jej aport. Powrot do mnie z aportem jest oczywista konsekwencja tego, ze Raszka juz bez zadnej komendy z kazdym wyrzuconym przedmiotem biegnie do mnie. Powrot do zaginionego - tez jasny, przeciez przed chwila dostala do pyska aport, moze znowu cos dadza?  Przeciez wolno jej pracowac z kims innym. Warowanie na odleglosc kilku lub kilkunastu metrow przy kims - pikus, dawno wypracowane. Zabawa w nagrode jest zabawa, nie trzeba do tego zachecac.

A czemu dopiero na koniec treningu? A temu, zeby byla juz troche zmeczona, normalnie poszukiwanie nie trwa tak krotko.

Czy to znaczy, ze Raszka powtorzy taka prace na kims zupelnie obcym w nieznanym, choc  latwym terenie? Na niewielki dystans na razie? Nie sadze, ale od czegos trzeba zaczac. Oczywiscie, pozniej bringsel bedzie podawany reka  z ziemi, brany z ziemi obok kogos znalezionego, az wreszcie przyczepiony do obrozy . Gdy pies zauczy sie, ze bringsel jest przy zaginionym, schyli glowe do ziemi i podniesie bringsel, ktory przy schylonej glowie na ziemie opadnie....

Mam ochote dolozyc przy powrocie z bringselem jako dodatkowe potwierdzenie - szturchniecie nosem w sztywny kawalek plastiku zawieszony przy pasku, czemu nie...Sprobujemy.

A czemu mam rozbity nos?

A bo najpierw po powrocie do domu zadarlam nos do gory i skakalam  pod sam sufit z radosci, a u mnie w starym blokowisku sufity niskie, rozbilam nos o sufit... A potem wrocilam do rzeczywistosci i perspektyw oczekujacej nas jeszcze dlugiej pracy, gdy Raszenka nieoczekiwanie pomylila "do mnie" i  "noga"  i odbiegla cztery metry zapraszana do zabawy przez malego pieska...  

 

Dyskusja