Psy 200x300

SZCZENIAK W DOMU - BLOG ZOFII MRZEWIŃSKIEJ

26 stycznia 2005, godzina 15:43

Zrezygnowalam z dalszego spaceru, zasypuje nas sniegiem, a opony letnie.

Za to - po telefonie znajomych majacych klopoty z psem powarkujacym przy misce - wracam do tego tematu, ot dla przestrogi przygode z psem zaczynajacych.

Raszka aportuje mi do reki obgryzana kosc, mimo ze jest straszliwie lakoma. I to w takiej sytuacji, ze ona pozera kosc w pokoju, na szmatce, by nie wytluscila wszystkiego, a ja sobie siedze w kuchni. I z kuchni, wiec bez przymusu bliskosci, bez docisku bezposredniego wydaje polecenie - przynies, no i Raszka wkracza z koscia w pysku do kuchni i oddaje do rak.

Mowy nie ma o tym, bym nie mogla odebrac miski, by Raszka na mnie warknela, a przeciez wbrew roznym teoriom spi ze mna w lozku, wychodzi przez drzwi pierwsza, jesli tak mi wygodniej, i oczywiscie jest serdecznie witana po moim powrocie do domu.

Od pierwszej chwili szczeniaka w domu - karmienie przemienne z reki i miski, dokladanie do miski, po skonczonym jedzeniu - miska zabrana, wspolny marsz do kuchni i jeszcze kawaleczek zarcia w dziob.

A potem aportowanie miski po jedzeniu  za dodatkowy kasek, Bardzo czesto ot tak, w srodku dnia - krotkie polecenie nagrodzone malenkim smakolykiem, podawanie jedzenia z ust - czemu nie? Ja caly czas jestem w ten sposob ta ktora daje, a nie ta, ktore chce zabrac.

Kosci - od pierwszego dnia trzymane przy obgryzaniu, wymieniane jedna na druga, odbierane za porcje miesa wyplacana od razu, odbierane i zanoszone do kuchni i tam jeszcze cos smacznego.

A potem podawanie i trzymanie jednej kosci, odebranie, podanie , odebranie, podanie, a potem aportowanie gdy sie jest obok i oddanie i odebranie i oddanie i odebranie za smakolyk, a potem to mozna siedziec w kuchni i zawolac psa, by kosc nam spokojnie przyniosl...  

Dyskusja