Psy 200x300

SZCZENIAK W DOMU - BLOG ZOFII MRZEWIŃSKIEJ

25 lutego 2005, godzina 09:03

"Moja nie gryzie"...

Znacie, to znacie, to poczytajcie. Jestem z Raszka w polach, cwicze posluszenstwo, wybieguje aportami, dzien jak co dzien. Widze pania z niewielkim psem - jeszcze za daleko by odroznic rase. Raszka do nogi, smycz. Slysze jak pani bezskutecznie przywoluje to male. Schodze ze sciezki, siad dla Raszki. Mala tlusta beaglaczka biegnie do nas, zjezona, bezskutecznie odwolywana. Ona nic nie zrobi - krzyczy paniusia i idzie w pola uparcie na nas. Ja sie nie boje, ze ona cos zrobi - odpowiadam paniusi, ale nic nie dociera. Tlumacze, ze nie zycze sobie w tej chwili kontaktu, pancia twierdzi, ze ona nie potrafi przywolac, no tak. Nie ma rady, daje Raszce zatyczke do pyska, zeby w zabawie nie poszczypala za mocno, zatyczka to latajacy talerz. Puszczam z haslem do biegania, Raszka wtedy radosnie proponuje aby ja gonic.Beaglaczka musialaby sobie dodatkowe lapy przyprawic, Raszka hamuje, oglada sie, zacheca. Wszystko OK, aby pani mogla beaglaczke zlapac, przywoluje Raszke, zatrzymuje na siad, slysze podziekowanie, Ale dalej powtarzane zapewnienia, ze niepotrzebnie sie balam, bo przeciez beaglaczka nie zjadlaby Raszki.

Czy ktos z Was zna sposob, by wytlumaczyc wlascicielowi malego psa, ze ja boje sie nie o moja wielka panne, tylko o to male, co moze zostac zbyt zywiolowo przyduszone, przewrocone, stlamszone?

Ze boje sie proby zdyscyplinowania  wtedy mojej suki ze strony tej malej, ale starszej? Taka proba dalaby na pewno twarda reakcje Raszki - po co mi to?

Dzis poprosilam pania sprzatajaca o interwencje w administracji, o ustawienie na osiedlu koszy. Zeby bylo gdzie wyrzucac torebki z psimi gowienkami. Ciekawam, czy uda sie z tymi koszami, podobno na wislanych bulwarach takie juz stoja.

Nocne spacery uplynely nam w ciszy - zero agresywnej czy lekowej reakcji, owszem, odwrocenie glowy w czyjas strone, na moje - w porzadku, wiem, zobojetnienie. Czyli poprzednie reakcje lekowo-agresywne rzeczywiscie spowodowane byly naszym gorszym samopoczuciem, uff, ulga.

Jest jakby ladniej, choc strasza mrozami. Raszka, gdy ja sie czuje gorzej i nie ma dosc treningu, natychmiast probuje ustalac swoje reguly gry, lubie niepokorne psie dusze, ale wracamy do wspolnej pracy, nie ma wyjscia. Nie ma w miescie innej opcji niz pies calkowcie podporzadkowany przewodnikowi...   

Dyskusja

- 2005-02-25 11:39:19
Oj Zosiu znamy, znamy i to aż za dobrze. Ostatnio jak podjechałam na parking i gdy miałam już wyciagać psa z samochodu, przy naszym samochodzie pojawił się jazgoczący terier mający w nosie nawoływania pani. Efekt był taki, że stałam przy otwartym bagażniku w którym siedział gotujący się Nazar i rozjazgotanego teriera biegającego przy samochodzie. Żeby było śmieszniej ten pies większość czasu spędzał na ulicy, na jego szczęście nic akurat nie jechało. Po jakimś czasie wreszcie właścicielce udało się złapać potwora, który oczywiście dostał od razu po łbie. Nie muszę chyba mówić że cisnęło mi się na usta parę "miłych" słów, z wypowiedzenia których zrezygnowałam bacząc na to że jestem w miejscu publicznym. Nie jest to jedyny tego typu przypadek, w naszej karierze jest ich jeszcze kilka i ja w takich przypadkach przekonuję, że może ich pies nic nie zrobi ale mój zrobi z pewnością.
Niestety jednak bardziej przykre i dotkliwe mam przeżycia z psami wyprowadzającymi się na spacer, tam niestety nie ma właściciela, który w razie czego pomoże rozłączyć psy.
Smutna Polska rzeczywistość.
Zosiu bardzo mnie cieszy twoje doniesienie, że Raszka wtedy zareagowała warkotem ze względu na waszą nie najlepszą formę i że wszystko wróciło do normy.
- 2005-02-25 12:20:39
No własnie, znam również takie sytuacje. Mało tego, na wybiegu odchodzę wtedy na wszelki wypadek w inne miejsce. Ale czesto jakieś małe zajadłe, albo nawet ciekawskie storzenie dalej sie za nami pcha. Moja panna nie lubi takich małych wzrostem. Efekt taki, że właściciel zajedłego małego stworzenia ma do mnie pretensje, że przychodzę na wybieg skoro moja dziewczyna jest dominująca. Po prostu właściciel małego stworzenia uważa, ze mu wszystko wolno, bo to małe a moja panna jest duza. Na szczescie nie wszyscy sa tacy.
- 2005-02-25 12:48:17
Hmm...a ja swego czasu...wyprowadzałam na spacer i to dłuuugi takiego delikwenta. Nasz towrzysz "na gapę" był buldożkowaty, starszy wiekiem i pyskaty przeogromnie, ale za nic nie chciał sie od nas odczepić:) Jak raz za nami poszedł to juz mu tak przez kilka dni zostało...
Może i miałam dzięki temu sytuację "treningową" swego rodzaju, ale bywało to męczące, bo Max wkurzał się na te "pyskówki" dyscyplinujące, a ja go musiałam pilnować żeby krzywdy małemu staruszkowi nie zrobił. Ale za to jak ćwiczył skubaniec:) - wyczuł rywala do nagródek (bo co miałam przybłędzie żałować...)to od razu mu sie chciało pracować więcej:))
- 2005-02-25 15:36:28
Raszka na razie do malych jest super ostrozna i przyjazna, chcialabym to utrzymac!
- 2005-02-25 16:24:04
no dobra...
opisze CCi Zosiu moj sposob, ale go nei polecam.
Gdy leci do nas (a trzy psy prowadzam na smyczy) jakies male i z daleka slysze "moje nie gryzie" albo "pieski czy suczki?"
cofam sie krok dwa do tylu , napinam smycz ze niby moje sie tak gotuja i krzycze "oj , bo nie utrzymam moich, niech pani zabierze pieska..." Troche emocji w glosie i poploch i szybkie zabieranie szczeniaczka, malenstwa.
W ten oto sposob moje goldeny maja opinie krwiozerczych bestii na osiedlu, ale gdy widze z daleka ze idzie ktos i nei mamy szansy sie obejsc , MUSIMY na sciezce sie minac... sadzam psy na skraju alejki i czekam.
Od roku juz jest tak, ze piesiunio malenki jest bardzo bardzo szybko zwolywany, wychwytywany juz zaczasu zanim nas dojrzy, i wlasciciel z obawa przenosi go obok moich trzech POTWOROW.
Wprawdzie zszargalam im opinie, ale za to mamy naprawde super sytuacje spacerowe.
Od dluzszego czasu swszyscy swoje psy zwoluja, wylapuja i trzymaja pod kontrola. A o to mi chodzilo. O mozliwosc normalnego spacerowania w parku i po lakach.
Na lakach za parkiem obowiazuje niepisane prawo- jak z daleka widzisz czlowieka z psem, zapinaj swojego na smycz i sie mijajacie wtedy swobodnie. bardzo bardzo wygodne.
- 2005-02-25 20:37:50
A ja mam zupelnie inny sposob ;) akurat ta beagielke spotkalam 15 min wczesniej niz Zosia :)
Suki bardzo ladnie sie bawily i mialam okazje porozmawiac z pania-pani marzyla o labku badz goldenie,malzonek zobaczyl beagla i zakochal sie w tej rasie po czym ja kupil i tak pani ta meczy sie od roku /suka ma rok/ z niekarnoscia suki-beagiel to beagiel i wielkiej karnosci sie nie uzyska jak nos podpowie cos innego.Na osiedlu jej nie spuszcza ale w polach tak,tam chodzi bardzo malo psow i wlasciwie wiekszosc to lagodne ciapki oprocz jednej pani z pseudoOnka/ale ona to juz osobna historia i na nia mialam sposob-moj i Ziuty niewyparzony jezyk itp od tego czasu lapie swoja na smycz/. Dzieki temu,ze Blablinka to chodzaca dobroc i za taka ja uwazaja spacerowicze moge chodzic z nia pod Kopiec i wszedzie witaja nas przyjaznie :)i mam nadzieje,ze tak to zostanie!
- 2005-02-25 21:40:34
To i ja sprzedam swój sposób na małe podbiegające cosie ze swoimi właścicielami bez wyobraźni. Otóż na krzyk "moja nie gryzie" odpowiadam z troską w głosie: "oj, ale niech pani ją lepiej zawoła, bo moja ma baaarrdzo zaraźliwą grzybicę" (świerzb, nużycę albo jakieś inne zakaźne paskudztwo jakie mi do głowy przyjdzie zależnie od nastroju). Przeważnie pańcie dostają wtedy przyśpieszenia.
- 2005-02-27 13:44:56
Fajne rady dajecie dla psów przy których jednak jest właściciel. A co zrobić z taką sunią, co lata sobie samopas i wie jak 'uwodzić' wszystkie samce? Dosłownie, żebyście widzieli co potrafi wyrabiać przed Carsonem, jak go zaprasza do zabawy, jak trąca barkiem, gdy on musi wytrzymać na 'siad', jak podgryza, skamle, poszczekuje, podszczypuje, podskakuje, turla się i wyczynia wszelkie inne gesty zachęty do zabawy. Poza tym interesujący jest dla niej tylko i wyłącznie Carson, ja jestem oszczekana ze złością (że nie pozwalam mu na harce) i wszelkie próby obłaskawienia zalotnicy biorą w łeb.
- 2005-02-28 13:55:55
Trochę działa założenie psu od czasu do czasu kagańca a potem chodzenie z tym kagancem w ręce.My mamy problem z pudelkiem miniaturowym samobójca-uciekinierem, wiec Rex w okolicach pudelkowych chodzi w kagancu. Bo przeciez wystarczy jeden dobrze wymierzony chwyt i będzie po pudelku.