Psy 200x300

SZCZENIAK W DOMU - BLOG ZOFII MRZEWIŃSKIEJ

27 lutego 2005, godzina 09:39

Mam mohairowa spodnice!!! I mohairowe mieszkanie, w przeslicznych bezach  puszystych cale, czyli Raszka puscila wlos - jest szansa na przedwiosnie...

Nie ma rady, trzeba Raszke uczyc, ze bedzie odkurzana przy czesaniu, tak jak wszystkie moje psy.

Dzis poranny mrozny trening byl krotki - ok, 40 minut, postanowilam liczyc aporty zabawowe i szkoleniowe.

Zaczelysmy od 20 razy przynoszenia latajacego talerza na zasniezonym placu dla rozgrzewki, potem 10 razy aportowane zabawowo kong na betonowej alejce. Okragle liczby, to latwiej mi dodawac. Po tej rozgrzewce program PT - 7 razy koziolek regulaminowo, siedem, bo dopiero siodmy byl idealny. Acha, zeby wstrzymac Raszke przed biegiem takim po koziolek, ze sie przewraca przy hamowaniu, po wyrzuceniu koziolka, kiedy musi odsiedziec do komendy, daje jej cos do dziuba, i dopiero posylam po aport, na wariaty jedzeniowo-aportowe to dziala, pierwszy raz cos takiego sprobowalam.

Potem w nagrode 8 razy kongo, potem 6 - do pierwszego idealnego - aportowan przez przeszkode, potem jeszcze raz fragmenty PT nagradzane pojedynczym wyrzucaniem talerza - lacznie 12 razy przynoszenie w nagrode latajacego talerza.

Lacznie aporty zabawowe i regulaminowe - 63, trening trwal ok, 40 minut, Raszka jest teraz spokojna w domu, za trzy godziny pojedziemy na minislady, a potem w nagrode ponownie poaportujemy - to jest minimalna dawka dzienna. Ech, zeby ona tak starannie na sladach pracowala jak niezmordowanie aportuje!

Pozyjemy, popracujemy, zobaczymy.

Dyskusja

- 2005-02-27 14:11:30
Nie moglas z ta szarolotka wczesniej???Ja sie odchudzam...
Temperamentu Raszkowego odstapie bardzo chetnie,jak odda 20 % to i tak jest zostanie 240 lekko liczac:-))) momentami jej temperament mnie przerasta, ale na szczescie tylko momentami.
Slady 70-minutowe - ale w sniegu, wiec latwe, wyszly nienajgorzej, aportow na drugim treningu bylo mniej, tylko ok, 30, bo mnie bylo zimno i marzylam tylko o domu...a Raszce pekla troche poduszka na sniegu.
- 2005-02-28 11:24:34
To ja tez sie pisze na chec aportowania tak 10% poprosze. Z temperamentem to tez mnie czasem przerasta. Zywe to takie, ze ... Zosiu, z czego Ty sie odchodzasz?? Szarlotke mam swieza. Z kwasnych jablek.
Klaczki to i u mnie. Jest walka. Ciekawe kiedy odkurzacz padnie. Dywany zmieniaja kolory co chwila. Choc to dziwne, bo wielkie mrozy zapowiadaja.
- 2005-02-28 11:55:19
Hi, aport proponuje w ramach tych procentow usprawnic tak - zacznijcie jeszcze raz od poczatku zabawa tak jak na filmiku... Jeszcze raz, jak ze szceniakiem. I cierpliwosci. Procenty tak nastawione powinny naciaganac za 8 miesiecy, jak naciagna dosc - zjem ta szarlotke, oj, byle duzo jablek a malo ciasta, dobrze?
Holenderskie appelbolle wspominam rzewnie...cale jablko upieczone w cienkiej skorce z ciasta, a w srodku odrobina budyniu cynamonowego, mniam...
- 2005-03-01 14:33:29
Zofio, wynik wspaniały. Mnie sie tyle nie udaje. Każde wyjście rano, zanim pójde do pracy, to krótkie ćwiczenie posłuszeństwa, parę rzutów piłeczka na aprt i to jest w porządku. Ale jak w nagrode za dobre wykonanie cwiczen rzuce daleko z hasłem nagroda, to suczydło biega szczęsliwe w tą i zpowrotem wzdłuż ścieżki (ok 50 metrów), a jak zawołam to przyjdzie, patrzy w oczy a piłki nie chce oddać. Na nic moje zle, daj. Trwa 5 min. Wreszcie odda, pochwale, pozwalam wziac bez rzutu u kaze oddac, oddaje. Jak znowu rzuce daleko - nagroda historia sie powtarza. ćwicze cierpliwie, pewnie wreszcie szybciej odda i rzutow bedzie wiecej. Tak lubi pilke, ze ostatnio zignorowala sarny dla pilki.
- 2005-03-01 14:37:55
A wogle to upieczone jablko, bez ciasta, z odrobiną dżemu lub rodzynek w miejscu wydrazonego gniazda nasiennego, to tez pychota, no i chyba mniej tuczace
- 2005-03-01 16:24:38
Rysia, chyba suka nie rozumie hasla - magroda.Albo ja czegos nie rozumiem..
- 2005-03-01 16:55:56
Zosi, U mnie szarlotka ma znaczna przewage jablek niz ciasta. Jablka rozgotowane i kruszonka z kokosem. Jeszcze jest, wiec zapraszam. Musze przyznac, ze mnie sie ta szarlotka juz przejadla.
Aprocik zaczynam powoli wprowadzac. Smuga sama przychodzi i zaczepie, ze chce sie pobawic. Ja jej rzucam pilke, ona leci. Ja cos skubne na klawiaturze, sunia wraca. Jest haslo do oddania. Potem ladnie siad i zowu pogon za pilka. I tak w kolo Macieju, az sie psisko zmeczy.
- 2005-03-01 21:12:39
"aport proponuje w ramach tych procentow usprawnic tak - zacznijcie jeszcze raz od poczatku zabawa tak jak na filmiku... Jeszcze raz, jak ze szceniakiem. I cierpliwosci. Procenty tak nastawione powinny naciaganac za 8 miesiecy"
:-) Zosiu, ja startowalam z Ksenka od 0% checi aportowania; baa, nawet w ogole brania czego kolwiek do pyska (nawet w domu b.zadko cos chciala nosic)
Udalo mi sie wypracowac bardzo duzo, jak na moja mala wiedze (w porownaniu z poczatkiem, to ok. 15% aportu/checi zabawy,przeciagania sie jest - to tak przecietnie, bo bywaja dni, ze jest rewelacyjnie a i takie, ze nic psa nie rusza - nawet balet na rzesach), z czego jestem zadowolona, ale jak to zwykle bywa - apetyt rosnie w miare jedzenia, tudziez wymagania ;-) Zajelo mi to ok.4 lat (przyznaje, powolnej pracy z mojej strony z wieloma zmianami metodycznymi - ostatnie lata najbardziej udane).
Ech, ale jakby tak dalo sie uszczknac ciut tej zywotnosci i aportomanii....
Malo ciasta - zapamietam ;-)
Czmarta - wlasnie o to chodzi.Zeby pies chcial, a nie, ze robi, bo tak go nauczyli. Bierz sie za Smuge, rozwijaj jej chec aportu i stan sie dla niej najwazniejsza w otoczeniu - i bedzie OK ;-)
- 2005-03-01 21:42:20
Jejku!! 4 Lata!! To strasznie duzo. Chociaz moze Smudze zajmie to mniej czasu. Ostatnio zabrala mi skarpetki, ktore zamierzalam ubrac. Porzucila je kawalek dalej. A ja do niej pokazujac: Przynies skarpetki. Chwile pomyslala - znowu szlo od ogona. Wziela skarpetki do pychola i przyniosla mi. Oczywiscie bylo wspomaganie zeby przyniosla, a jak oddala to bylo piekne mizianie i radocha w glosie Panci.