Psy 200x300

SZCZENIAK W DOMU - BLOG ZOFII MRZEWIŃSKIEJ

20 marca 2005, godzina 09:32

Nie powinnam chyba szyc Raszce lapy, goiloby sie tyle samo albo krocej - po wyjeciu szwow wszystko sie rozlazlo, wyglada gorzej niz na poczatku... No ale przeciez pojechalam z nia do weta! I decyzja byla  juz nie moja. Wrocimy do tradycji - przymoczki z rivanolu, opatrunek na wyjscie.

Sprawdzilam, ze 5 godzin pracy w jednym dniu  - podzielone na trzy sesje, ostatnia ponad 2-godzinna - to nie za duzo dla Raszki. W ostatnich minutach tak dopraszala sie rzutow latajacym talerzem, ze zaprzyjazniona trenerka, "nieco" sprawniejsza ode mnie, zaproponowala, ze mi psice tym talerzem wybiega. I Raszenka jakby dopiero weszla na boisko - bieg z radosnym rykiem, chwyt i powrot tak, by z calej sily wparowac w czlowieka. Fakt, w samochodzie zasnela w sekunde po wejsciu. Ale po kwadransie spanka gotowa byla dalej robic co tylko sie da. Ona juz jest pracoholiczka, nie da sie ukryc. Musze ostroznie dawkowac jej robote - bo zabawa, talerzem latajacym, sladami, poszukiwaniem, moglabym wykonczyc ja fizycznie...

Na Bloniach za duzo pracowac sie nie da - uczylam Raszke ignorowania ptakow, rzucajac aport w strone rybitw, ktorych tam duzo rano. Ptaki podrywaly sie tuz przed biegnaca suka, ale ona wybierala aport - i o to chodzi. Niech mi wybacza rybitwy, ze je troche przeploszylam - ale to w imie tych wszystkich ptakow, ktorych Raszka nigdy nie bedzie probowala gonic!

I byloby super, ale najpierw dolecial do nas ON. Tak bardzo chcial sie bawic - z Raszka, ze mna - ze mam podarta pazurami kurtke, wlasciciel psa tylko wzruszyl ramionami - nic sie przeciez jego zdaniem nie stalo, zdarza sie. Wlasciciel alabaja grzecznie proszony o odwolanie psa,  op... sorry, "pouczyl" mnie, ze on psa zwolywac nie bedzie, bo jego pies ma sie wybiegac, wlasciciel boksera proszony o to samo - zapytal - a co sie dzieje? Wlascicielka agresywnej mieszanki labka z nie wiedziec czym przyzywala bez efektu swoje psice z bezpiecznego dystansu, gdy ja musialam przepedzic ja smycza - na jeden dzien to naprawde dosc. Collie na Bloniach uciekl wlascicielowi w sine dale, znikl z oczu - to juz obserwowalam z samochodu. I tak patrzylam na dziesiatki ludzi z psami - nikt, ale to nikt z nich nie przeznaczyl bodaj chwili spaceru na wspolprace z wlasnym psem. Niech sie pieski wybiegaja, a potem bedzie zdziwienie, ze pies nie slucha, ze zapomnial polecen, ze stawia sie w domu z zebami... Przeciez te zwierzaki ucza sie byc obok swych wlascicieli, maja swoich "ukochanych"  pancow plci obojga  w tym miejscu, ktorym kura jajko znosi..

Teraz jak radze sobie z buntami Raszki. Jesli ona lezy na ukochanym fotelu, a ja ujme lape do kontroli i Raszenka mruknie protestujaco - natychmiast musi zejsc z fotela, nie ma dyskusji. Potem dostaje polecenie wejscia na fotel i ponowny chwyt za lape. Przy mruknieciu - ponownie na ziemie, lekkie przytrzymanie psa, w takiej pozycji, ze ja jestem nad nia - bez zadawania bolu, tylko unieruchomienie z pytaniem czy aby cos jej sie nie pomylilo, ona tego jasne nie rozumie - ale ton jest juz mocno korygujacy, obejrzenie lapy na ziemi, pochwalenie - nakaz powrotu na fotel i az do skutku. A potem lapa jest wielokrotnie ogladana, a potem jest podanie nagrody. To wobec belga jest dobry system - Raszka na sama komende, nie trzymana, tylko z moja twarza przytulona do jej pyska i z komentarzem, ze jest dobra, ze wszystko OK  -  wytrzymala w zaprzyjaznionym domu dosc przykre wyjmowanie szwow i dlubanie w rozpaskudzonej rance.

Prawdziwym problemem jeszcze jest szczenieca chec zabawy z kazdym psem - i gotowosc radosnego, na wlasna decyzje, witania kazdego czlowieka. Im mniejszy pies, tym serdeczniej przez Raszke traktowany, a ja musze znalezc zloty srodek aby nadal byla przyjazna - tyle ze pod wieksza kontrola. Z ludzmi pojdzie latwiej, bo znajomi wspolpracuja, ale gorzej z dziesiatkami malych pieskow podbiegajacych tuz przy krawedzi jezdni chocby.. 

Dyskusja

- 2005-03-20 20:04:55
I dlatego bardzo współczuję mieszkańcon wielkich miast, którzy poważnie traktują posiadanie zwierzaka i muszą toczyć codzienne boje spacerowe z ignorantami na coraz bardziej ograniczonych terenach spacerowych.
Ale w miasteczkach takich jak moje tez różnie bywa. Ostatnio właściciel młodej pitbulki (Alfy nomen omen:)byl porządnie zdziwiony, że potrafię psa odwołać od zabawy z jego podopieczną, a w dodatku że wybiera on ten powrót do mnie i małą przeszkadzająca mu w nim odgania:) Nie do pojęcia dla niektórych! Najgorsze że wielu jest niereformowalnych i jeszcze się obruszają, że coś mi się nie podoba w zachowaniu ich psa! Ale mam też sąsiada (młodego), którego... buldog angielski po ataku na Maxa zostal porządnie ofuknięty (przez Maxa niestety też - ale tu już była tzw. siła wyższa)a ja przeproszona. Więc można i tak:)
Co do lapki - mój wet nie zaszywa, goi się może dłużej, ale jak to on mówi "bezpieczniej" bo się potem właśnie nie rozłazi. Zdrowka życzę Raszce fruwającej!:)
- 2005-03-21 08:38:03
Oj ! To złe wieści, Raszeńka trzymamy łapki i kciuki za łapkę. Hmm.. ale może trzeba ruch ograniczyć, dać łapie czas na zagojenie.
- 2005-03-21 10:23:08
To nie jest przecieta poduszka, tylko srodstopie, nie uraza biegajac.
Wlasny park, oj, kupilabym dla Raszki, ale te maszyny losujace ciagle nie potrafia wybrac moich cyfr!
- 2005-03-21 10:39:32
Tak, to chyba stały problem. Na wybiegu ludzie się dziwią, że Ora taka grzeczna, przybiega na zawołanie, trzyma się mnie, słucha. Najgorzej jednak, jak jakiś psiak podbiega, a ona wyraznie odgania. Wtedy słyszę, że mam agresywnego psa. Musze przyznać, że sztorcowanie na zbyt gwałtowne działanie Ory "nie rusz" zaczyna działać. Przyznam,że psiej łapy tez nie szyłam, tylko bardzo często przemywałam.
- 2005-03-21 12:58:01
A mi wlasnie slabo wychodzi ogladanie/badanie psa. Ma 4 miesiace i nie stoi spokojnie kiedy chce zajrzec do uszu, oczu. Lepiej z zebami, ale tez nie wzorowo. Czy mam zaczac nauke od psa lezacego, wsuwajac non-stop smakolyki, czy od stojacego (chyba trudniej)?
Magda
- 2005-03-21 15:17:28
Magda, zacznij od dokladnego "iskania" calego ciala szczeniaka, kiedy zmeczony przysypia.
- 2005-03-21 16:45:19
Z tym szyciem to na woje babka wróżyła. Ja Frodowi jedną łapę- skaleczoną wysoko w śródstopiu - zszyłam, dugą - przeciętą na poduszce - nie. Obie goiły sie tak samo długo - tj ponad miesiąc. Przy czym ranka na poduszce była mniejsza - niecały cm (dlatego ją zignorowałam). W końcu wet stwierdził, że gdybym zalożyła szew to po tygodniu nie byłoby śladu - a tak to się babrało i babrało. Tak czy owak głęboki snieg gojeniu z pewnością nie sluży. Ale teraz gdy stopniał ranki powinny goic się szybciej. Życzymy zdrówka!
- 2005-03-24 13:45:48
Ostatnie skaleczenie lapy Gandalfa nie bylo na szkle - raczej na pokrzakowym sciernisku - nieduze i poszarpane zamiast ciete - zostawilem w spokoju i byla to swietna decyzja. Rana zasklepila sie nastepnego dnia, i mimo ze tydzien dwa psiak ja jeszcze oddczuwal - to nic sie nie papralo. Przeszlo "bezobslugowo".
Podobna cieta rana - miesiac prawie opatrunkow :(