Psy 200x300

SZCZENIAK W DOMU - BLOG ZOFII MRZEWIŃSKIEJ

1 kwietnia 2005, godzina 08:51

Raszenka dorasta, niedlugo skonczy rok.

Jak niemal kazdy dorastajacy mlody pies, jak niemal kazdy dorastajacy mlody czlowiek, weszla w okres buntow.

Haslem Raszki na dzis jest - "zaraz, zaraz", i "Do cholery, ja przeciez wiem lepiej, wrrr" . "Zaraz, zaraz" - to doskonale znacie, to wtedy gdy pies zastanawia sie, czy usiasc natychmiast, czy podejsc natychmiast, czy tez rozejrzec sie, dlaczego jest wolany. To jest dosc latwe do wyprostowania - przywolywanie nie tylko wtedy kiedy cos sie pojawi na horyzoncie, przemiennie nagroda i brak nagrody. Gorzej z tym - "Ja wiem lepiej". Jak to wyglada - ano Raszka wybiera sobie sygnal z otaczajacego ja swiata, niekoniecznie moje haslo, do wykonania jakiejs czynnosci. Na przyklad - jesli ktos odchodzi od grupy, to ani chybi zaginie, jesli ja przypominam jej pozostawanie gdy odchodze i znikam z oczu - to na pewno zdaniem Raszki zostawiam jakas zgube i trzeba ruszyc galopem nie do odwolania na moj slad. A jesli daje komende do nnie - to przeciez w pokoju stalam krzywo i nagrodzilam (moj blad, jasne) krzywe siadanie przede mna, to jak teraz chce naprowadzic w siadanie idealne - Raszka sie wscieka - przeciez ona wie, ze lepiej jest usiasc krzywo!!!

Belgijskich mlodzienczych buntow wynikajacych z nadgorliwosci i zlego zrozumienia nie ma co tlumic bolesnie ani sila. Pies po prostu nie rozumie - chce, ale nie rozumie, nie potrafil wyodrebnic hasla odpowiadajacego czynnosci. No to spokojnie powtarzam to haslo i naprowadzam w czynnosc w coraz innej sytuacji, liczac, ze wreszcie zaskoczy. Liczac, ze to ja znajde sposob, aby mnie pies zrozumial. Gdybym stracila zdrowy rozum i przyprala psu - obrzydzilabym kontakt z soba i wspolprace, nie o to chodzi. Natomiast kazde mrukniecie np gdy nieoczekiwanie ujme psia lape jest neutralizowane inaczej. Korygujacy ton - gorzej ci Raszenko? i natychmiastowe drugie, trzecie i setne jesli trzeba powtorzenie czynnosci, ktora wzbudzila psi sprzeciw. Bez zadawania bolu. Gdy pies pojmie, ze bede z nia robic to co ja chce, i ze to nie boli - bedzie nagrodzony. Nie ma mowy z mojej strony o akceptowaniu jakiegokolwiek sprzeciwu. Chocby cichym mruknieciem.

Smieszne - parokrotnie nakazywalam Raszce siadanie na widok malego jazguna z sasiedztwa.  I wczoraj tez spotkalysmy te sasiadke, Raszka siadla samorzutnie, ale tym razem ja chcialam isc dalej - Raszenka pupe sadzala akurat na rozbloconym kretowisku! Trzeba Wam bylo widziec jej spojrzenie na mnie - "przeciez siedze tak jak mialam zrobic w tej sytuacji, czego chcesz ode mnie, czy ty nie wiesz, ze trzeba siadac teraz???"

Straszliwie ciezko jest Raszce pojac, ze moje hasla sa niezalezne od sytuacji...Ze raz na widok tego samego psa ma usiasc, a raz isc obok mnie.

Wiec pracujemy, pracujemy, pracujemy, dzien coraz dluzszy, mozna wstawac o piatej i juz  o szostej w odleglym parku dac psu szanse wyzycia sie ruchem, wybiegania. A potem trening, a potem jeszcze raz i jeszcze raz. I znowu w inny sposob, w innej kolejnosci, w innym miejscu, aby wreszcie zwierze zrozumialo, co jest haslem na jakas czynnosc. I sterowanie wybuchajaca samodzielnoscia, i bezwzgledne tlumienie jakiegokolwiek sprzeciwu.

Jeszcze ze dwa latka i bedzie nam troche latwiej ... Na razie przy kazdej jezdzie samochodem gratuluje sobie wlasnej bezwglednosci i twardego serca - pierwsze jazdy Raszka odbywala w malej transportowej kociej klatce na siedzeniu z tylu. I to przymusowe ograniczenie, w zaden sposob w jej odczuciu nie zwiazane ze mna, daje mi dzis idealna spokoja jazde na tylnym siedzeniu malucha, spokojna obserwacje otoczenia bez cienia strachu, agresji, napiecia . To po prostu cudowne - ech, pamietam, jak moj poprzedni belg,  podrazniony w samochodzie przez idiote, gotow byl glowa wybic szybe (i raz rzeczywiscie wybil) gdy ktos zblizal sie do naszego maluszka. Raszka w autku jest aniolem - przynajmniej tam. Na spacerach jeszcze niekoniecznie, jakos przetrwamy te dwa najblisze lata codziennie spokojne przekonujac, ze jednak od decydowania jestem tylko ja....

Dyskusja

- 2005-04-01 12:50:03
Tylko nie przeczekiwac!!!!Im wiecej pracy pod kierunkiem czlowieka tym lepiej. Pies plonie checia zajecia sie, samodzielnego sprawdzania roznych mozliwoci - trzeba dac mu szanse robic to co my chcemy z pewnym marginesem samodzielnosci - np praca na sladzie, szukanie zguby.
Grzesiu, czy to pytanie o przeczekaniu aby nie bylo primaaprilisowe????
Ale odpowiedzialam jak najbardziej na serio. Odpuszczenie czegokolwiek w tym okresie krotka droga prowadzi do nieuznawania naszego autorytetu.
- 2005-04-01 15:01:26
przeczekac - nie mialem na mysli nic nie robic, tylko wlasnie robic dalej swoje i nie przejmowac sie.
Mnie taki bunt raczej nigdy nie dotknal, ze strony azji a przynajmniej nie tak wyrazny. Zbyt miekkie mam psisko.