Psy 200x300

SZCZENIAK W DOMU - BLOG ZOFII MRZEWIŃSKIEJ

07 czerwca 2005 , godzina 12:32

Najpierw obiecana historia ze "zgubioną" kawką.
Wieczorem po 19 na duzym zarosnietym trawą i okolonym krzakami placu znajoma pani rozrzucila cztery przemioty, ktore Raszka miała znalezc rewirując - byly nie na sladzie, ale hen odrzucone podczas marszu. Były to zwinięta skarpetka, nieuzywana szczoteczka do zębów, stare klucze w starym plastikowym euti i kawalek sztucznego sznurka. Te trzy ostatnie - za trudne dla początkującego psa. Moj błąd, że nie popatrzylam jakie to przedmioty.
Raszka z daleka chyba przez szybe autka zarejestrowala ruch - po wypuszczeniu z samochodu pognala jak rakieta i blyskawicznie znalazla skarpetke. Zawarowala, , podnioslam pochwalilam, szukamy dalej. I w tej chwili Raszka podbiega do czegos sporego czarnego w trawie co...zaczyna sie ruszac!
To bylo piskle kawcze, podbiegalo i podfruwalo przed Raszkowym nosem, a ona nie wiedziala co robic. Bo od malego ma zakazane wszelkie proby lapania ptakow, czesto ma nakaz warowania przed chodzacymi po boisku gołębiami - to co, chyba kawka to zguba skoro sie przy podobnych warowało??? Ale jak zawarowac tuz przy pisklaku, skoro on sie oddala?? Ot, problem. Dalam Raszce waruj na odleglość, podeszlam blizej. Kawczatko znieruchomialo, mialam wielką ochotę zabrać i odchowac, ale bylo całkiem opierzone i podfruwało, a nad nami zaczerniło sie w sekundzie niebo od dorosłych kawek probujacych nas odstraszyc. Kawczatko podskakujac oddalilo sie, kazalam Raszce szukac dalej.
Ale ona nie skojarzyla o co chodzi - moze jednak o kawke? Przeciez nie podnioslam jeszcze tej "zguby". No i jeszcze raz podbiegla do pisklaka, jeszcze raz musialam dac jej waruj, wziąć na smycz i odprowadzic - dopiero poprosiłam pania, ktora rozrzucala przedmioty, aby dac z jej reki zapach nawęszyć - o jaką zgube chodzi. Coz, pozostale przedmioty zapachu mialy na sobie bardzo malo...Jakos po dluzszym szukaniu zostaly z trudem i bez entuzjazmu odnalezione, ale sznurek - resztka z jakiegos psiego gryzaka - byl podniesiony i gryziony przez Raszke, a nie oznaczony.
Dlaczego chcialam wziac kawke - bo odchowalabym ja a przy okazji nauczylabym Raszke sympatii do ptaka, ktory wyjadalby zarcie z jej miski i jezdzil na jej grzbiecie, jak kiedys kawki jezdzily na Lusce-Kropce. Ale... niech Raszka lepiej omija wszystko co pachnie zwierzeciem, a nie czlowiekiem podczas przeszukiwania terenu. Gdybym podniosla tego pisklaka - Raszka moglaby zrozumiec, ze ma szukac ptakow takze.
Moglam wziac go potem, po skonczonym przeszukiwaniu, ale skoro pisklak o wlasnych silach oddalil sie w strone krzakow i dorosle ptaki fruwaly nad nim - ingerencja w ich zycie wydala mi sie nieuzasadniona.

Jutro - o tym jak Raszka za dwa grosze kupowala mięsko...
Zofia

Dyskusja