Psy 200x300

SZCZENIAK W DOMU - BLOG ZOFII MRZEWIŃSKIEJ

4 czerwca 2004, godzina 09:08

Dzien nie zaczal sie na sucho = za pozno sie zerwalam na alarm pod drzwiami, nie zdazylam butow zalozyc, trudno. Ale skoro mala sie juz zsikala - postanowilam wykorzystac ten fakt do nauki schodzenia ze schodow, skoro nie grozilo, ze na nie nasiusia. Jak mozna sie bylo spodziewac - ta sama  chetna do skoku na glowe z wersalki  suka zatrzymala sie niepewna przed nizszymi stopniami. Dlaczego? Oczywiscie dlatego,ze juz przyzwyczaila sie do znoszenia na rekach, jako do zasady pokonywania schodow w dol.  Naklonilam ja do pokonania kilku schodow,  potem znioslam, by postawic na dwoch ostatnich stopniach - przed wyjsciem poza klatke. Oj, bylo przezycie!!!

Po boisku chodzily golebie, Naklonieniem do siad wstrzymalam Raszke przed ploszeniem, siedzialysmy sobie na boisku, ja tez i obserwowalysmy co to lazi. Byla szosta rano, a ja i tak mam opinie kompletnej wariatki w bloku, juz ludzie przywykli do moich dziwacznych zachowan.  Siedzenie bylo po dluzszej chwili nudne, wiec Raszka zgodzila sie pogonic za aportem uciekajacym na lince. A potem gdy i golebie uprzejmie wspolpracujac, lekcewazyly szczeniaka, przeszlysmy na smyczy o poltora metra, odwracajac uwage zarciem.

Po tylko trudnych nowych doswiadczeniach uaktywnily sie jelitka, kupa zostala w dziko rosnacych chwastach za blokiem, nie na trawniku.

Po powrocie do domu byla powtorka lekcji pt - nie skacze sie na pania szykujaca zarcie.

W domu odbywa sie to bez cienia przymusu, tylko naprowadzaniem.

Minimalnego przymusu - zatrzymanie  smycza - niestety nie da sie uniknac na zewnatrz - za duzo odpadkow jedzenia lezy pod blokiem. Za malo jeszcze jest utrwalone chodzenie z koncentracja na mnie, nie moge wymagac za wiele.

I tak po porannych przezyciach i nowych doswiadczeniach - schody w dol, golebie - Raszka padla po sniadaniu jak przekluty balonik i spi od dwoch godzin, jak milo...

 

Dyskusja