Psy 200x300

SZCZENIAK W DOMU - BLOG ZOFII MRZEWIŃSKIEJ

22 lipca 2004, godzina 12:38

Najpierw o lince automatycznej, czyli flexi - czemu nie uzywam? bo okropnie nie lubie, dla mnie flexi jest niewygodna, wypada mi z reki, stanowczo wole linke 10-metrowa.

A teraz o dzisiejszym dzionku, Slad byl  przyzwoity, to znaczy ok. 140 krokow, czyli gdzies 120 metrow, z lagodnym lukiem, polgodzinny, trzy razy deptany. Raszka momentami unosila nosek wyzej, za wysoko, ale slonce juz grzalo i rosa parowala z trawy- slad byl na naslonecznionej polance. I troche Raszka szla za szybko, za pewna siebie.

No to bedziemy utrudniac, czyli slady podwojne lub pojedyncze, co najmniej polgodzinne.

Na sladzie jeszcze nie uzywam zadnej komendy, tylko przeprowadzam Raszke codziennie z innej strony, pod innym katem przez linie sladu. A potem ide za nia, z lekkim napieciem linki, jesli zbacza - zatrzymuje sie czekajac, az na slad wroci. Od przyszlego tygodnia wprowadze komende, gdy ona ruszy sladem.

Dzis jeszcze Raszka zobaczyla wiewiorke, i dowiedziala sie, ze nie gonimy wiewiorek, nie zjadamy ogryzkow jablek porzuconych w parku,  a dmuchawiec - owszem jest bardzo smieszny i jak sie dotknie noskiem, to mozna z radosnym szczekaniem gonic wszystkie rozlatujace sie nasionka, alez ten moj szczeniak jest szczeniakowaty jeszcze..

Po sladzie na lace dopadl Raszke atak radosnego biegania. Ale na trasie biegu lezal rower deptacza - Macka. No to co, niech sie rower martwi, Raszka umie latac. No i tak probujac latac nad lezacym rowerem bardzo starala sie odbijac lapami o szprychy, ale jakos i rower i ona uszli z zyciem.. Niech przeszkoda zejdzie z drogi - to bardzo "belgijskie", poprzednik Raszki, Koliber, gdy wpadl w biegu na metalowy kosz,  wrocil by kosz zaatakowac calkiem na serio - dlaczego kosz mu nie ustapil z drogi?? Koliber wtedy mial tyle co Raszka teraz.

Wiec aby przekonac Raszke, ze przeszkody nie beda ustepowac, poszlismy na zjezdzalnie, byla trudniejsza. bo mokra po deszczu, Maciek na krotkiej smyczy asekurowal Raszke, gdy ona znowu probowala latac. Oczywiscie posliznela sie i zjechala na boku - i bardzo to sie jej nie podobalo, przestala skakac na pochylnie, podchodzila patrzac spode lba. A ze mnie zalezy, aby ona nie bala sie przeszkod, ale byla ostrozna  - pokazalam jej zabawke na pochylonej scianie, tak by weszla do gory troche, powoli, w granicach rozsadku. To sie udalo - i zadowolene z siebie wrocilysmy do domu...

Dyskusja