Psy 200x300

SZCZENIAK W DOMU - BLOG ZOFII MRZEWIŃSKIEJ

16 sierpnia 2004, godzina 07:11

Mamy za soba dzien w upalnym sloncu w podrzeszowskich lasach. Moja madra brzydulka po 4-godzinnej podrozy fiacikiem  najpierw w samo poludnie zaliczyla 20-minutowy obcy slad z lukiem na trudnym zmiennym podlozu -  plaskie suche porosty na piaszczystym podlozu na  przemian z wysoka trawa. Lezacy w wysokiej trawie obcy  pozorant zostal potraktowany entuzjastycznie. Poniewaz slad byl OK choc nieco malo staranny, drugi - ok, godziny 15 w upalny dzien byl moj, z dwoma przedmiotami. Pierwszy przedmiot OK, drugi zlekcewazony.. No to dalej. Nastepny slad tez moj, dosc dlugi jak na szczeniaka, ktory mial pracowac calkiem samodzielnie w obcym terenie,  - ok, 80 krokow, na trudnym zmiennym podlozu, z lukiem, na koncu przedmiot, powrot wielkim lukiem do krzakow, gdzie prowadzace trening rozbawialy szczeniaka.. Suczka ani razu nie widziala oczywiscie ukladania sladu. Raszka zostala puszczona od poczatku na lince 10-metrowej - na samodzielna wyprawe, ja zostalam z ogladajacymi. Wiec musiala sie zdecydowac dosc daleko odejsc ode mnie. Najpierw zdziwila sie nieco, zgubila sie i zawialo jej zapach z powrotnego sladu, ale po chwili odnalazla prawidlowy slad, doszla do zguby, podniosla, wrocila do nas ze zguba.. No to dalej do roboty. Tym razem zostalam z nia, a inny pozorant ulozyl slad z zalamaniem pod katem rozwartym,  i zostal na koncu. Ta sama sytuacja - Raszka puszczona samodzielnie. Obserwowalismy ja ze startu - pracowala ile sil w nosku, w pewnym momencie wyraznie bylo widac, jak dochodzac do miejsca ukrycia pozoranta rozmerdolila sie radosnie i po chwili zlokalizowala "ofiare". Dlaczego taka proba - ano zeby nie bylo sytuacji  gdy Raszka schodzi ze sladu, a ja przeprowadzajac ja ponownie przez sciezke sladu  niejako ja do prawidlowego sladu naciagam. Musiala poradzic sobie sama - albo zrezygnowac. Zadowolona jestem bardzo z jej samodzielnosci, z pracy w dystansie ode mnie. Ten tydzien przeznacze na nauczenie zachowania przy znalezionych przedmiotach, bo tego jeszcze nie zdazylam przepracowac. Raszka ma dokladnie 4 miesiace i tydzien - i to jest jej przewaga nad doroslymi psami, ktore prace na sladach zaczynaja majac rok czy poltora roku!!!Ona uruchomila nos w prawidlowym okresie, wtedy gdy szczenie oddala sie juz nieco od gniazda, musi znalezc droge pwrotu, lub podazyc za rodzicami - albo zginac, jesli nie potrafi. A ilez biednych psow jest w tym czasie oduczanych przez wlascicieli naturalnego weszenia !!! I wzamian nie sa uczone niczego - co najwyzej niejeden wlasciciel okazuje niezadowolenie gdy szczenie merdoli do obcych - co jest doskonale odbierane i zapamietywane na przeszlosc przez psa!!! 

Z socjalizacji -  zachowanie na zloty medal. Do lezacej przy mnie na trawce Raszki podeszla mloda mama z 7-miesiecznym dzieckiem na rekach, przykucnela, dziecko zanurzylo lapinki w psiej sierci, po chwili przytulalo sie buzia do suczki. Uprzedzalam wielokrotnie mame, ze to szczenie zmienia zeby i moze niechcaco drasnac - mama stwierdzila ze zna psy - fakt - i kontroluje zachowanie dziecka, no to OK.  Raszka lezala sobie spokojna, odprezona, raz dziecko polizala.

Podczas zabawy z aportem wystrzelano caly magazynek startera o 15 metrow ode mnie, no to co? Zabawa wazniejsza.

Z milej, towarzyskiej, chetnej do kontaktu cialem w zabawie Raszki moge w tydzien zrobic wsciekle warczace na przechodniow zwierze, furiacko pilnujace swojego terytorium. Moge - ale po co????

Wydaje mi sie, ze obie zdalysmy nasz wlasny wewnetrzny egzamin - ja z prawidlowego prowadzenia przedstawicielki wcale nielatwej rasy, znacznie trudniejszej w wychowaniu niz ON (moge to stwierdzic, bo mialam i szkolilam i  ON-y i belgi), a Raszka - z pewnosci siebie, wytrwalosci, odpornosci na bodzce i prawidlowego zapamietania rozmaitych sytuacji szkoleniowych, jakie jej do tej pory stwarzalam.

Acha, Raszka wymyslila sobie nastepna zabawe - lapie przechodzac obok drzewka za galaz, ciagnie, puszcza, po czym z radoscia skacze na rozhustane galezie. Niestety bede musiala te zabawe wyhamowac - zbyt lubie drzewa, aby pozwolic im dokuczac, znajde Raszce jakas zbawke typu jojo... 

 

Dyskusja

- 2004-08-16 10:45:19
Zosiu to miałyście pracowity weekend. Miło jest czytać o takich rzeczach. Super, brawa dla was obu.
Korzystając z okazji chcę się tez pochwalić zachowaniem Nazara, który niedawno miał pierwszy raz styczność z trzymiesięczym piszczącym i machającym rękamni i nogami szkrabem. Było troche obaw jak Nazar zareaguje na dziecko, ale pies udowodnił że jest spokojnym, zrównoważonym psem i jego jedyną reakcją było bardzo delikatne obwąchanie dziecka.
- 2004-08-16 17:00:30
Skoro o dzieciach mowa to i ja się pochwalę.
Mój bąbel jest na etapie samodzielnych prób chodzenia i nadszedł moment, żeby wreszcie spotkał się z Carsonem na podobnym poziomie. Dotychczas rzadko miało to miejsce, bo Miłek królował w domu, a pies na dworze. Spotykali się 'nos w nos' na wysokości wózka, lub czyichś rąk. Wczoraj jednak Miłek obuty powędrował za rączkę do ogródka. Jak się okazało Carson dostał nową piłkę tenisową do zabawy (nie ode mnie zależne, więc się nie wtrącam), która leżala sobie na trasie naszego przemarszu. Pierwsza moja reakcja była taka, że dziecko ma swoje zabawki, których psu nie wolno ruszyć, to nie będę pozwalała dziecku bawić się zabawkami psa. No i Carson mógłby na to krzywo patrzeć i niewiadomo jak zareagować. Więc pospacerowaliśmy dalej. A nasza bestia wzięła piłkę i przyniosła ją do Miłka. Najpierw spokojnie powiedziałam 'puść' i pies puścił. Bąbel dotknął paluszkiem piłkę ale nie wziął. Pies, widać że bardzo spięty ale wytrzymał. Gdy dziecko się cofnęło powiedziałam 'weź' i Carson jak sprężyna wystartował z piłką dookoła nas. Musiał chyba wyładować emocje. Potem przyniósł piłkę i sam upuścił przed Miłkiem. Dziecko wzięło piłeczkę, a pies spokojniej już patrzył co się dzieje. Mały rzucił piłeczkę więc Carson znowu zaczął szalone galopady wokół nas. Widać, że kontakt z małym wiąże się z dużym napięciem u psa, ale i całą masą pozytywnych skojarzeń. Strasznie się cieszę, że tak się wszystko rozwija, że musiałam się pochwalić. :-)))))))
- 2004-08-16 20:33:57
Ze nie bylo tego blogu gdy Rafa byla mała... Nie porobilabym tylu glupot! Ehhh, pozostaje nadzieja, ze następne psy bede potrafila chociaz w polowie tak wyszkolic jak ty Zoisu Raszkę.