Autor Wątek: dwa owczarki niemieckie. Sporadyczne kłotnie a moja reakcja  (Przeczytany 222 razy)

Offline Graba29

  • Forumowicz
  • *
  • Wiadomości: 5
  • Płeć: Mężczyzna
  • Data rej.: 01.12.2017
  • M: Śląsk
Witam wszystkich,
Chciałbym poradzić się Was w pewnej kwestii. Posiadam dwie suki owczarka niemieckiego. Przez większość czasu żyją w zgodzie (jedzą obok siebie, odpoczywają w tym samym pomieszczeniu najczęściej, na podwórku przebywają razem). Czasami jednak starsza suka atakuje (na zasadzie kąsania po pysku) młodszą. Hierarchia jest taka, że to starsza jest tą dominującą. Zachowania takie się nasilają mam wrażenie z zazdrości. Starsza, gdy jest przy nas to czasem chce odgonić młodszą. Innym powodem jest chęć wymuszenia, aby młodsza poszła odpoczywać gdzie indziej. Mam wątpliwości co do poprawności mojej reakcji na ataki starszej. W takiej sytuacji rozdzielam je i próbuję starszą jakoś skarcić (nie chodzi o bicie, ale np o przytrzymanie za kark i opieprz). Nie chcę pozwalać starszej na agresję wobec drugiej, dlatego chcę jakoś reagować. Tu rodzi się pytanie czy moje zachowanie jest poprawne w takiej sytuacji? Czy aby nie nakręcam dodatkowo starszej (takie mam wrażenie czasem)?

Pozdrawiam

Offline quechua

  • Owczarkarz
  • **
  • Wiadomości: 42
  • Data rej.: 17.12.2015
Odp: dwa owczarki niemieckie. Sporadyczne kłotnie a moja reakcja
« Odpowiedź #1 dnia: 08.08.2019 o 19:05 »
Kiedy do naszej rodziny, w której był już dorosły pies, dołączyła starsza suczka, która się do nasz przybłąkała, nie było czasu na przyzwyczajanie zwierząt do siebie - suczka po prostu przyłączyła się do nas na spacerze i wprowadziła się ze skutkiem natychmiastowym. Na początku był taki problem, że suczka próbowała psa rezydenta wyganiać z kuchni. A on jej ustępował, bo to taki sofciak. Ja przyjęłam takie założenie, że psy mają się nawzajem respektować i żaden nie ma prawa ustawiać drugiego. Jeśli jeden pies odstawiał wobec drugiego jakąkolwiek "chamówę", to zawsze reagowałam ja. Nie wiem, czy koniecznie jest potrzeba w takich sytuacjach przytrzymywać psa za kark i go opieprzać - to tylko - moim zdaniem niepotrzebnie - wprowadza element konfrontacji pomiędzy przewodnikiem a psem. U mnie spokojnie wystarczało odesłanie "agresora" na miejsce (żeby zwierzak przekonał się, że żadna "chamówa" nie przynosi spodziewanej korzyści) i nagrodzenie tego odganianego. I jednocześnie nagradzanie "agresora" za każdym razem, gdy zachowa się poprawnie w potencjalnie konfliktowej sytuacji. Tylko przy takim ingerowaniu w psie relacje warto pamiętać o tym, że nie zawsze jest tak, że to ten pies, który np. warczy czy kłapie zębami, jest rzeczywistym winowajcą. Czasem takie zachowanie jest reakcją na prowokację, a nie zaczepką.